Dominikana 2016

  1. Wstęp

    Ten wyjazd to było nieporozumienie od samego zarania.
    Był na siłę, był upchnięty we wszelkich możliwych grafikach pracy, szkoły, spotkań i koncertów.
    Nie potrafiliśmy podjąć decyzji co do kierunku, ceny, Bóg wie czego jeszcze.
    Jednak po dłuższym, jak na mnie, siedzeniu w domu aż mnie rwało, żeby gdzieś uciec. Po długich dyskusjach z Gosią GDZIE i głupiej rezerwacji Bangkoku w końcu podjęliśmy decyzję!
    Dominikana

    Kocham Karaiby, to po pierwsze. Po drugie czułem potrzebę urlopu na którym można leżeć na plaży brzuchem do góry i robić NIC ponad zrobienia dwóch czy trzech wycieczek w celu obejrzenia jeszcze ładniejszych plaż. Byłem daleki od wyszukiwania kierunków pięknych ale meczach, gdzie trzeba by biec od zabytku do zabytku, od atrakcji do atrakcji.
    Dominikana wydała się najlepszą.

    Inaczej niż zazwyczaj, ten urlop wydarzył się w towarzystwie biura podróży. TUI jest na prawdę przyzwoite i godne polecenia. Co dodatkowo przekonało do biura podróży to czarter bezpośrednio z Katowic do Punta Cana. Jezu, to jest wprost genialne móc w Kato wejść do samolotu i wyjść na Karaibach. Ludzie, stawiam postulat. Zróbcie HUB w Katowicach. Niech u nas będzie drugi Frankfurt czy Paryż czy Londyn. Nie trzeba będzie dodatkowo przelecieć polowy świata, żeby dotrzeć do celu.
    Ale skoro o locie. Samolot należał do holenderskiego TUI. W związku z tym większość załogi to byli holendrzy. Lata świetności ten samolot miał już dawno za sobą ale pomimo tego było na prawdę komfortowo. Jeden posiłek w cenie a reszta już za dopłatą. Mało tego, nie pamiętam tak spokojnego lotu jak ten. Zero przygód.

  2.  Hotel

    Dojechaliśmy do hotelu.  Be Live Collection Punta Cana *****.

    img_7460

    img_7461

    img_7462

    img_7464
    Co prawda porównując z polskimi hotelami odebrał bym mu 1 gwiazdkę ale i tak szokuje. Szokuje rozmiarem, mamy pokój w 10 bloku a każdy blok ma 3 piętra. Za nami jeszcze kolejne 5 budynków. Szokuje ilością basenów, chyba jakieś 10, Szokuje ilością restauracji w cenie all inclusive, jest ich chyba 7 w tym ogólna, meksykańska, orientalna, śródziemnomorska, owoców morza, wołowinki, pizza.

    20160906_202547
    Najbardziej zadziwił nas jednak McDonald’s a właściwie jego kopia bez logo firmowego. Zgłodnieliśmy pomiędzy jednym z dziesięciu oficjalnych posiłków i przez przypadek znaleźliśmy Maka. Też w cenie.
    Tylko w restauracji ogólnej wybór potraw jest taki, że koparka osada. Nie wiadomo za co zabrać się w pierwszej kolejności. Wrócę chyba 10 kg grubszy po tych wczasach.

    20160902_074839

    dreamofworld
    Pokój super, gdyby tak jeszcze klima była ciut cichsza…
    Anyway jedyny ale spory minus za plaże. Niby biały piasek, niby palmy ale jak na tak duży hotel to plaża jest o jakiś kilometr za krótka. A tak serio żeby czuć komfort wypoczynku musiała by był 3 x dłuższą. Hmm, to w sumie wyjdzie kilometr. Tłok jak cholera, głośno jak diabli (mamy wrażenie jakbyśmy byli na techno dyskotece a nie plaży a w dodatku źródła dźwięku kłócą się że sobą).

    20160908_064712

    20160902_094221
    Z romantyczna i idylliczna karaibską plaża ma to niewiele wspólnego. Wystarczy jednak opuścić hotel i w odległości kwadransa spaceru jest już dziko. Tylko brudno i .. dlaczego tak daleko do baru all inclusive!
    Z drugiej strony w Łebie w tym roku było chyba bardziej tłoczno i głośno.
    Mój prywatny wniosek. Chcesz poczuć prawdziwe Karaiby, zobaczyć na prawdę dzikie i puste plaże leć na Martinikę lub Gwadelupę. Może jeszcze na inne wyspy ale tylko te znam, poza Kuba

    img_7457

    img_7437

    img_7469

  3. Wyspa Saona

    Nasza pierwsza wycieczka. Z TUI kosztowała 170 baksów, my zapłaciliśmy 100 z wykorzystaniem lokalnego biura. Myślę, że gdyby bardziej poszukać (nas znaleźli na plaży) to można by zejść do 70 USD.
    Wyjazd z hotelu 7.15 rano. Hosanna! Zdążyliśmy zjeść śniadanie.

    Tylko dlaczego później musieliśmy z całym autobusem czekać na parkingu równo godzinę tego nie wie nikt.

    DCIM100GOPROGOPR0271.

    Przejazd autobusem zajął ok godzinki, nie jest daleko do portu w Bayahibe skąd wypłynął katamaran załadowany chyba dwoma autobusami turystów (doliczyłem się 80 osób). Na statku pięknie, choć ciasno. Drinki, salsa i merengue i bachata, opalanie.

    2016-09-04-10-58-07

    2016-09-04-16-47-38

    2016-09-04-16-40-29

    2016-09-04-16-36-59

    2016-09-04-16-35-50

    Rejs do pierwszego celu – na prawdę pięknej i rajskiej plaży w parku narodowym Parque National del Este trwał 1 godzinę i 40 minut. Było tam ładniej chyba że względu na położenie nad morzem karaibskim niż na położonej kilka kilometrów dalej wyspie Saona. Zupełnie inna woda i plaża. Tu krystaliczny błękit a tam niezbyt przejrzysta zieleń. TYLKO kilka kilometrów różnicy! Ale wracając do plaży…

    2016-09-04-19-57-16

    2016-09-04-19-59-18

    2016-09-04-20-00-43

    20160902_131729

    20160902_131753

    20160902_132310

    img_7340

    img_7351

    DCIM100GOPROGOPR0278.

    Drinki leżąc w ciepłej wodzie to jest coś…

    DCIM100GOPROGOPR0288.

    DCIM100GOPROGOPR0290.

    dreamofworld.
    Zostaliśmy na niej na prawie 3 godziny, w tym posiłek w cenie wycieczki. Tutaj niestety zaczął się prawdopodobnie nasz wakacyjny koszmar. Przypuszczamy, że z racji Parku Narodowego i dużej odległości od jakiejkolwiek cywilizacji z higiena ta stołówka na plaży była bardzo na bakier. Jedzenie owszem pyszne tylko co z tego jak po powrocie do hotelu ok północy dostałem wysokiej gorączki, dreszczy, drgawek. Trwało to dokładnie dobę w połączeniu z mega osłabieniem (trudności w chodzeniu) i reakcja zwrotu na samą myśl lub zapach jedzenia. Przeszło… niestety wróci u Gosi dobę później o czym ciut dalej.

    Owady!
    Wracając po kolejnej dygresji do pięknej plaży. Jej kolejny minus to mega plaga jakichś mikroskopijnych muszek wielkości ok 1 milimetra, gryzących na potęgę. Nigdy w życiu nie miałem tyłu plam po ugryzieniach owadów. Piszę to 3 dni później a ślady są ciągle identyczne. Czerwona plamka ok 5 do 7 milimetrów średnicy.
    Jedyne bezpieczne miejsce to woda.. a z drinkiem w dłoni to już rewelacja.

    Wyspa Saona
    Po 3 godzinach przerwy zabrała nas szybką motorówka na wyspę (już nie katamaran).
    Na wyspie również cudowna plaża aczkolwiek tak jak już pisałem woda oceanu nie robi tak dobrego wrażenia jak woda morza karaibskiego.

    img_7381

    img_7378

    img_7368

    img_7366

    20160908_064759

    dreamofworld

    mały aspekt polityczny na karaibskich wakacjach…heheh

    dreamofworld
    Godzinny relaks po którym powrót do portu w czasie o połowę krótszym ta sama motorówką.

    Cała wycieczka trwała ok 12 godzin i wydatek ograniczył się tylko do opłaty za nią.

  4. Dzień w hotelu

    Dzień po wycieczce na Wyspę Saona spędziliśmy planowo ale też przymusowo w hotelu. Tak jak wspomniałem dopadło mnie w nocy potężne zatrucie z gorączka, dreszczami itp.
    Gosia spędziła dzień spacerując to nad basen pod naszym balkonem to nad oceanem na plaży.
    Ja cały dzień w łóżku, przy temperaturze w pokoju ok 28 C przykryty po trzy gruba kołdra.
    Kolejnego dnia rano było o 90 procent lepiej.

  5. Santo Domingo

    Santo Domingo czyli dzień po dniu spędzonym w łóżku.

    Rano po śniadaniu wypożyczyliśmy samochód. Co prawda podstawili go nam dopiero o 11.00 ale ok.
    Mała czerwona KIA. Najmniejszy bolid w stajni KIA. Plusem była automatyczna skrzynia.
    Pocisk to nie jest ale w miarę ogarnia lokalne drogi.
    Cena za wypożyczenie w hotelu 80 USD za dzień. Wzięliśmy na dwa dni. Dużo! Drogo!

    Dzień jest pochmurny ale tego co wydarzy się za chwilkę i będzie trwać aż do nocy nie spodziewaliśmy się. Zaczęło padać. Zdarza się.. to przecież tropiki. Ale ulewa była taka, że momentami była ściana deszczu a droga płynęły strumienie wody. Kałuże przypominały małe jeziora.
    Nie zniechęcając się i z nadzieją poprawy dojechaliśmy do Santo Domingo. I tu kolejny szok oprócz pogody. Sposób ich jazdy. Ale o tym później.

    Udało nam się zatrzymać pod piękna restauracja przy reprezentacyjnej promenadzie miasta biegnącej wzdłuż morza. Pięknie. Tylko jedyne co widzieliśmy to ciągły deszcz.

    dreamofworld
    Po kawie i dłuższym odpoczynku Gosię dopadło to samo świństwo co mnie dzień wcześniej tylko z dodatkowymi atrakcjami w postaci problemów .. mówiąc eufemistycznie.. innych problemów. Co więcej doszło jej do tego mrowienie i utrata czucia w kończynach.
    Masakra.
    Najszybciej jak było to możliwe pojechaliśmy z powrotem do hotelu.

    Santo Domingo.
    Tyle ile widzieliśmy z samochodu każe sądzić, że zwiedzanie można i chyba powinno się ograniczyć do starówki i promenady. Inne okolice, inne dzielnice raczej wyglądały jak przedmieścia Delhi lub Lipiny nocą. Krotko mówiąc lepiej się tam nie wypuszczać.

  6. Auto i poruszanie się…

    Ci ludzie tu jeżdżą jak ostatnie świry. Nie polecam wypożyczania własnego autka na Dominikanie nikomu kto nie czuje się za kierownicą jak ryba w wodzie a najlepiej ten ktoś powinien mieć domieszkę krwi Sycylijczyka.

    dreamofworld

    20160906_130208
    Znaki drogowe i zasady ruchu tu nie obowiązują. Wogóle! Czerwone światło na skrzyżowaniu to tylko delikatna sugestia. Nie jest w modzie używanie kierunkowskazów, światła stóp w większości samochodów włączone są na stałe bo to lepiej wygląda. Ciężarówki nie mają świateł bardzo często wogóle! Wyrwane. Ilość dziur w drodze w miastach tak w stolicy ale de facto wszędzie przekracza powierzchnię utwardzoną.
    Krotko mówiąc istny drogowy koszmar. Gorzej było tylko w Indiach.
    Żeby jednak być uczciwym to drogi łączące miasta oraz autostrady są super. Dziwne to…
    Taka sytuacja, wracamy że stolicy. Ciągle ulewa, słaba widoczność, późny wieczór. Widać na może 150 metrów. Jadę ok 120 km/h autostrada i nagle widzę kilka osób jadących konno. Żeby przynajmniej te chabety miały na zadkach jakieś światełka odblaskowe czy coś.

    Koszty.
    Wypożyczenie samochodu.
    Autostrada do i z Santo Domingo 540 pesos czyli ok 50 zł.
    Paliwo, ceny jak w Polsce choć ciężko się liczy bo leją w galonach.

  7. Wycieczka do lagun i dzikich okolic

    Kolejny dzień szczęśliwego posiadania czerwonego bolidu marki KIA.
    Wybraliśmy się na wycieczkę wzdłuż oceanu w kierunku północnym w celu zobaczenia Montana Redonda i okolicznych lagun. Droga super jakości a do tego cudowna widokowo. Mały ruch. Wręcz pusto.

    dreamofworld
    Po ciut ponad godzinie dojechaliśmy do Montana Redonda. Tylko znów coś poszło nie tak. Wjazd na samą górkę na słynne huśtawki i punkt widokowy to koszt 100 USD. Za osobę? Za autobus? Bóg raczy wiedzieć bo w okolicy nikogo kogo można by zapytać i komu można by zapłacić.
    Trudno. Jedziemy z powrotem skręcając za znakiem do Laguna Limon. Asfalt urywa się po ok 100 metrach. Jest totalny offroad do którego producent naszego Picanto raczej nie przewidział. Co mi tam. Próbuję.
    Udaje mi się przejechać ok 3 km w tym terenie jednak w pewnym momencie pojawia się dziura dobra do przejechania konno lub przynajmniej Range Roverem. Kolejna klapa.

    dreamofworld

    dreamofworld
    Znów wracamy. Ok 40 km od hotelu skręcamy do miejscowości Macau (nie tej w Azji). I ku naszemu zdziwieniu odkrywamy piękna długa i szeroka plaże z palmami i niewielka ilością ludzi, głównie surferów. Po prostu super.

    dreamofworld

    dreamofworld

  8. dreamofworld 

    dreamofworld
    Dodatkową atrakcją plaży to osioł żebrak.dreamofworld

    Dzień i wycieczkę kończymy zakupami w centrum handlowym San Juan w Bavaro oddalonym jakieś 10 km od hotelu. Ceny zbliżone do polskich. Pamiątki w cenach światowych.

  9. Wyjazd

    Dzień robienia nic, pakowania się i koniecznego wyjazdu do domu. Autobus zabiera nas z hotelu o 15.30. Do tego czasu przedłużyliśmy sobie hotel (30 USD ekstra), ale bez tego do wejścia do samolotu bylibyśmy jak mokre od potu szczury.

  10. Bardzo subiektywne podsumowanie

    Plaże piękne ale ładniej jest na Martinice, Gwadelupie, Tajlandii.

    Szukasz luzu i przygody, swojego autka i swobody zwiedzania. Nie jedź na Dominikanę. Jest zorganizowana TYLKO pod zorganizowanego przez biura podróży turystę. Zrobienie czegokolwiek w pojedynkę graniczy z cudem.
    Z turystycznego punktu widzenia to kraj 5 gwiazdkowych hoteli all inclusive.
    Jeśli odpowiada Ci tłok, gwar, średnie plaże ale piękne i dobrze utrzymane hotele, jeśli odpowiadają ci wakacje w towarzystwie tłumu Rosjan. Dominikana jest dla Ciebie.
    Tylko nie wychodź poza płot hotelu

    Ps. żarcik na koniec..

    Po czym poznać, że twój rozmówca nie koniecznie zna angielski. Taka sytuacja:
    Wchodzę do restauracji gdzie mieliśmy rezerwację na dwie osoby, Gosia chora więc została w pokoju.
    Kelnerka: how many people?
    Ja: just one, my girlfriend is sick.
    Kelnerka: (uśmiech) its nice
    Hmmm, co miała na myśli?, że dobrze, że pozbyłem się baby choć na chwilę na wakacjach? Czy może sama chce się dosiąść?
    Anyway, zignorowałem twierdząc że jej angielski był dość prosty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *